A A A

ANTYSEPTYKA I ASEPTYKA

UWAGI HISTORYCZNE Podstawową zasadą, na której opiera się całe postępowanie chirurgiczne, jest tzw. czystość chirurgiczna. Aby zrozumieć, jak wielkie przemia­ny dokonały się w chirurgii, należy cofnąć się wstecz do dawniejszych czasów i porównać je z obecnym stanem chirurgii. Każdy zabieg operacyjny był dawniej połączony z wielkim niebezpieczeń­stwem dla chorego. Każda niemal rana pooperacyjna ulegała zakażeniu, śmier­telność pooperacyjna była zastraszająca. Nie myto rąk przed operacją, nie go­towano narzędzi, nie wyjaławiano materiału operacyjnego. Stosunkowo dawno zauważono, że zabiegi operacyjne wykonywane w prywatnych domach były mniej niebezpieczne, niż zabiegi wykonywane w szpitalach; sądzono że istnieją w powietrzu jakieś miazmaty wywołujące ciężkie zakażenia pooperacyjne. Dziś rozumie się, że szpitalne zakażenia były wówczas dlatego tak groźne, ponieważ złośliwość bakterii rosła przez wielokrotne przenoszenie ich z człowieka na człowieka. W 1847 r. wiedeński ginekolog Semmelweis, który — jak wielu innych le­karzy —■ przeżywał ciężko wielką śmiertelność młodych, uprzednio zdrowych kobiet, z powodu zakażenia połogowego, zwrócił uwagę na to, że liczba zakażeń połogowych była znacznie większa u tych położnic, które były badane przez lekarzy lub studentów biorących udział w sekcjach, aniżeli u tych położnic, któ­re były pod opieką wyłącznie uczennic szkoły położnych. Semmelweis przyjął trafnie istnienie jakichś „trupich cząsteczek", które wraz z ręką badającego do­stają się do ustroju położnic. Wprowadził on obowiązek mycia rąk roztworem chloraminy przed badaniem położnic i uzyskał znaczny spadek liczby zachoro­wań i śmiertelności. Odkrycie Semmelweisa nie wywołało wówczas większego zainteresowania. Około lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zeszłego stulecia dokonał się wielki przełom w naukach lekarskich. Wraz ze zdobyczami bakteriologii nastąpił zasadniczy zwrot w postępowaniu chirurgicznym. Początek temu dały miano­wicie wielkie odkrycia Pasteura, który wykazał, że przyczyną rozkładu materii organicznej są drobnoustroje (bakterie). Szkocki chirurg, Lister, opierając się na tych zdobyczach Pasteura przyjął, że przyczyną zmian, jakie zachodzą w ra­nach, są również drobnoustroje, pochodzące z powietrza. W 1867 r. ogłosił on pracę o leczeniu otwartych złamań za pomocą opatrunku z kwasem karbolo­wym. Ranę spłukiwano 5% roztworem tego kwasu, sam opatrunek składał się z wielu warstw przepojonych kwasem karbolowym. Poza tym również w po­wietrzu rozpylano 2% roztwór kwasu karbolowego. Wyniki, jakie uzyskano, były na owe czasy znakomite. Znikły ciężkie zakażenia pooperacyjne, tzw. zgo­rzel szpitalna, która powodowała olbrzymią liczbę ofiar. Listera uważa się za twórcę antyseptyki, czyli postępowania przeciwbakteryjnego, którego celem Żyjemy w okresie burzliwego rozwoju nauk technicznych i lekarskich, w do­bie stale postępującej specjalizacji. Do dyspozycji medycyny oddaje się wciąż nowe, wciąż bardziej skomplikowane urządzenia i aparaturę, które lekarze wykorzystują z coraz większym pożytkiem dla chorego. Zastosowanie najnow­szych zdobyczy techniki w medycynie wywołuje jednak często rozdźwięk mię­dzy bezdusznością i anonimowością coraz bardziej skomplikowanych badań a odczuwaną wciąż przez chorego potrzebą bezpośredniego kontaktu z leka­rzem. Należy pamiętać, że nawet najwspanialsze urządzenia techniczne nie są w stanie zastąpić choremu troskliwości i zainteresowania, których oczekuje on od lekarzy i pielęgniarek. Ani lekarz, ani pielęgniarka nie mogą nigdy za­pomnieć, że mają do czynienia z żywym człowiekiem, wrażliwym, często niespo­kojnym, a zawsze pełnym lęku. Chory oczekuje zawsze, by wczuwać się w je­go położenie, by oceniać sytuację z jego punktu widzenia, nie zaś z punktu wi­dzenia lekarza czy pielęgniarki, dla których wszystkie problemy są zwykłym codziennym zajęciem. Jakiekolwiek byłyby osobiste troski, przeżycia i niepokoje pielęgniarki, mu­szą one w czasie pracy na oddziale zejść na daleki plan, wyłącznym ośrodkiem jej zainteresowania powinien być chory. Jedynie pogodna, troskliwa, czujna i bezgranicznie oddana chorym pielęgniarka pozyska zaufanie zarówno chorych, jak i lekarzy. Pielęgniarka powinna dbać o swój schludny, skromny, ale estetyczny wy­gląd. Szkoły pielęgniarskie zwracają baczną uwagę na ten szczegół w wycho­waniu uczennic, tutaj dodam tylko kilka uwag. Na pewno nie będzie niewłaści­wy lekki makijaż, aie przesadne stosowanie różnych kosmetyków bardzo razi na tle cierpień i nieszczęść, których świadkiem staje się pielęgniarka w codzien­nej pracy na oddziałach chirurgicznych. Niedopuszczalne, oczywiście, jest no­szenie pierścionków lub innych ozdób w czasie pracy. Pielęgniarka powinna odznaczać się wytrwałością w sta-łym rozszerzaniu swych wiadomości. Nauka lekarska czyni wciąż ogromne postępy, należy starać się za nimi nadążać. Tylko świadoma praca, daleka od bezmyślnego spełniania zleceń, poparta zrozumieniem procesów zachodzących w ustroju człowieka, mo­że dać pełnię zadowolenia. Krytyczny, trzeźwy umysł i twarda wola powinny jednak zawsze łączyć się z gorącym sercem i nie kończącym się współczuciem dla bólu i cierpienia. A jeśli padnie pytanie, jaka jest nagroda pielęgniarki za tę pracę, wymagają­cą tak wiele największego poświęcenia i bezinteresownego oddania, wypadnie odpowiedzieć: pielęgniarka, tak jak lekarz, należy do najszczęśliwszych istot na ziemi, ponieważ praca jej ma na celu ratowanie człowieka. Czyż może być większa nagroda niż widok człowieka, którego zdołało się ocalić z wielkiego niebezpieczeństwa, a nawet wyrwać z objęć śmierci? Lekarze dobrze zdają sobie sprawę, że pomyślne wyniki leczenia wielu ciężko chorych często zawdzięcza się pracy pielęgniarek. One właśnie, choć pozostają w cieniu, odgrywają nieraz decydującą rolę w uratowaniu życia człowieka. One też mają wtedy wszelkie prawo do dumy i radości z tego powodu. Pozycja pielęgniarek w hierarchii społecznej, ranga społeczna tego zawodu, jest więc bardzo wysoka. Jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenie i ciężar gatun­kowy różnych zawodów w społeczeństwie i jeśli uznamy zawód lekarza za je­den z najważniejszych, na pewno trafne będzie postawienie zawodu pielęgniarki w bezpośrednim sąsiedztwie zawodu lekarza. Szczególną cierpliwość, pieczołowitość i wyrozumiałość powinna pielęgniarka okazywać najciężej, a także i nieuleczalnie chorym. Nasza opieka i praca należą się bowiem nie tylko tym, którzy mają wyzdrowieć, ale także tym, którzy mają odejść. Nieraz drobna czynność pielęgniarska, jak poprawienie choremu łóżka, przewietrzenie pokoju, a niekiedy nawet tylko słowo pokrzepienia, działają kojąco. Pamiętajmy zawsze, że trosce i opiece naszej oddani są ludzie, którzy nie­dawno przeżyli albo których czekają jeszcze ciężkie przejścia fizyczne i psy­chiczne. Choroba i operacja są wydarzeniami, które do głębi przenikają całą istotę chorego. Pielęgniarka obok właściwej fachowej opieki chirurgicznej po­winna starać się, podobnie jak i lekarz, by stan psychiczny chorego był jak najlepszy, powinna wpływać na jego samopoczucie i nastrój, pamiętając, że zachodzi ścisły związek między stanem fizycznym i psychicznym. I oto wysuwa się wielka waga słowa mówionego, waga rozmowy z chorym. Nie chodzi tu bynajmniej o wielkie czy liczne słowa. Niekiedy ważniejsze jest wysłuchanie chorego i wypowiedzenie nielicznych słów, zawsze jednak uspo­kajających. Ponieważ pielęgniarce daleko łatwiej będzie uchwycić istotę spra­wy, gdy będzie wiedziała, jak postępuje lekarz, przeto celowe jest krótko to poruszyć. Chirurg w wyjaśnieniach dotyczących choroby i planowanego zabiegu, do których jest zobowiązany, a do których chory ma pełne prawo, jest ostrożny. Chorzy źle znoszą niepomyślne wiadomości. Dlatego chirurg nie podaje do wiadomości chorego niekorzystnego rozpoznania w sposób bezwzględny. Pod­trzymywanie nadziei i otuchy jest przecież także jednym z uznanych sposobów leczniczych. Poza tym zdarza się, że przebieg choroby jest zupełnie inny — zarówno w sensie korzystnym, jak i niekorzystnym, niżby to wynikało z le­karskiego rokowania, opartego nawet na dużym doświadczeniu. Będzie o tym jeszcze mowa później. Kiedy chory nie wyraża zgody na proponowaną mu konieczną operację, lekarz nie stosuje brutalnych słów o zagrożeniu życia. Najczęściej udaje się lekarzowi dobrym i przyjaznym, a jednocześnie poważnym i wnikliwym słowem rozwiać obawy chorego, gdyż siła tej perswazji jest za­zwyczaj wielka. Niekiedy chory zadaje lekarzowi czy pielęgniarce pytanie, czy powinien przed operacją spisać testament. Chodzi tu zwłaszcza o osoby, które mają ro­dzinę, poważne stanowisko służbowe itp. Niesłuszne chyba byłoby odwodzenie chorego od tego — wiadomo dobrze, jakie bywają niesnaski rodzinne lub służ­bowe przy braku ostatniej woli; z drugiej strony lekarz pragnie uniknąć wpro­wadzenia chorego w stan niepokoju. Właściwa wydaje się odpowiedź lekarza taka, że każdy dorosły i odznaczający się poczuciem odpowiedzialności czło­wiek, zwłaszcza jeśli ma jakieś zobowiązania (wobec rodziny, wobec miejsca pracy), powinien mieć zawsze uregulowane w swych spokojnych i zdrowych dniach sprawy majątkowe i służbowe, nigdy przecież nie wiadomo, co może przynieść dzień jutrzejszy. W ten sposób napomyka się o celowości spisania te­stamentu, jednakowoż bez wskazania na chorobę i operację jako na właściwą tego przyczynę. Ochrona psychiczna chorego i znaczenie psychoterapii znajdują uznanie u wszystkich, a to z uwagi na jedność psychofizyczną ustroju ludzkiego. Punkt ciężkości leży w tym, w jaki sposób ją stosować. Tu wielką rolę odgrywa oso­bowość lekarza i pielęgniarki, ich opanowanie, spokój oraz taktowne postępo­wanie. Ponieważ różne są jednak osobowości, przeto przyjąć można by, że pie­lęgniarka, która tak podchodzi do chorego, jakby to był najbliższy członek jej własnej rodziny, znajdzie na pewno właściwy sposób postępowania z chorym.