Bycie lekarzem - praca czy misja?
Bycie lekarzem w Polsce nie jest proste i to nie dlatego, że lekarz mało zarabia. Bo rzeczywiście w państwowym szpitalu zarabia niewiele. Mogą nie wierzyć starsze panie, które o lekarzu mówią zawsze z wielkim szacunkiem i z naciskiem na "pan doktór", mogą nie wierzyć ludzie, którzy widzą wznoszące się wille znajomych lekarzy. Ogromne domy są stawiane, ale tylko po kilkunastu latach pracy na trzech zmianach, kiedy lekarz ma wystarczającą ilość pieniędzy, by otworzyć własny prywatny gabinet. Często domy te budowane są za cenę niewidzenia dorastającego dziecka, przemęczenia, przepracowania.
Młody człowiek, od razu po ukończeniu studiów, gdy zawód lekarza nie jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, niestety musi się zadowolić posadą w tzw. branżówcę za głodowe wynagrodzenie 800 zł przez dwa lata specjalizacji. Później nie ma wielkich szans na dużo większe zarobki. Przynajmniej w przypadku, gdy nie jest tak zwanym lekarzem kontraktowym, bo ci zarabiają dużo i oni nie protestują, bo im jest dobrze.
Fala strajków, która ogarnęła ostatnimi czasy całą Polskę nie była przypadkowa. Lekarze, którzy do tej pory milczeli, musieli zabrać głos. Musieli w końcu zwrócić uwagę innych, tak zwanych szarych, nie znających tematów ludzi na ten problem. Nawet podrzędna fryzjerka, w niezbyt popularnym salonie fryzjerskim otrzymuje 100 zł za wykonanie balejażu, czyli za pracę 1,5, góra dwugodzinną. Lekarz, który pracuję w szpitalu państwowym za skomplikowaną operację na przykład jamy brzusznej, dostaję 5 zł za godzinę. Dysproporcje są widoczne gołym okiem. W pierwszym przypadku co najwyżej nie spodoba się nam fryzura, w drugim usługi medyczne to bardzo często ściganie się z czasem, ze śmiercią.
Ludzie mówią, że lekarz dobry prędzej, czy później wyjdzie na swoje. To prawda. Wyjdzie, ale z wrzodami żołądka i odwiecznym pytaniem brać łapówki, czy też nie? Oczywiście, że korupcja jest zła, szczególnie w tym sektorze, gdzie ilość pieniędzy może decydować o tym, czy ktoś przeżyje, czy też nie. Jednak zanim zaczniemy aż tak zjadliwie krytykować lekarzy, którym zdarza się wziąć tzw. dowody wdzięczności, zastanówmy się jak to naprawdę wygląda i czy nie jesteśmy w stanie choć w małym stopniu zrozumieć człowieka, który po sześciu latach bardzo trudnych studiów, chce zarabiać godne pieniądze. Więcej niż policjant, niż budowlaniec, czy spec od marketingu. Dlaczego? Bo ma do tego prawo, bo jest dobrze wykształcony, bo w końcu dba o to co najważniejsze, o ludzkie życie.
Po aferach, jakie miały miejsce jeszcze za panowania rządu PIS, lekarze zaczęli się bać, zaczęli być ostrożni, ale w złym tego słowa znaczeniu. Boją się podejmować niezbędne w tym zawodzie ryzyko. Nie przyjmują nawet kwiatów, czekoladek, od pacjentów, którzy chcą podziękować. Trzeba zrozumieć dwie strony pacjenta, któremu zostało uratowane życie - coś dla niego najcenniejszego i lekarza, który uratował to życie - bo jest to jego praca.
Praca czy misja? Dlaczego od lekarza wymaga się, by nie brał pieniędzy za to co robi? Albo brał, ale mniej.Dlaczego ma zostawać po godzinach, by pracować za darmo? Podobna sytuacja ma miejsce, jeśli mówimy o nauczycielach nauczyciel powinien mieć zawsze czas dla ucznia, zawsze, nawet, gdy jest głodny, gdy śpieszy się do domu, do własnych dzieci, gdy chce odpocząć od hałasu. Gdzie jest tego granica?
Jasne, są to zawody, które określa się jako misje, jako coś więcej niż zarabianie pieniędzy. Jednak, gdy lekarz popełni błąd, a w każdym zawodzie, się to zdarza, nawet jeśli zawód jest misją, to nagle lekarza pociąga się do odpowiedzialności karnej, w grę wchodzą sądy, kary.Wtedy nikt nie mówi już o misji. Oczywiście nie mówię tu o skrajnych przypadkach, tak zwanej lojalności zawodowej, lekarz lekarza nie wyda, a ty pacjencie cierp. Trzeba powiedzieć jasno takie sytuacje są w pełni naganne i wymagają zaprzestania.
Jak jednak mówić o ludziach, młodych Polakach, dobrze wykształconych lekarzach, którzy wyjeżdżają za granicę, by lepiej zarabiać. Odpowiadają na wezwanie zagraniczny władz, którzy polskich specjalistów przyjmują z otwartymi ramionami, z różnych względów, nie tylko z powodu małych wymagań. Co się mówi o lekarzach, którzy odebrali wykształcenie "za darmo" w Polsce i wyjeżdżają za granice? Mówi się różnie, ale zazwyczaj mało przyjemnie. Określa się ich nawet zdrajcami. Trzeba jednak pamiętać, że w większości wypadków decyzja o wyjeździe jest bardzo trudna, że zostaje podjęta z powodu niezgody na rażącą niesprawiedliwość jaka panuje w naszym kraju. Gdy spojrzy się w ten sposób na lekarzy i pielęgniarki, to przestaniemy się dziwić, dlaczego szpitale w Polsce są zamykane.
Młody człowiek, od razu po ukończeniu studiów, gdy zawód lekarza nie jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, niestety musi się zadowolić posadą w tzw. branżówcę za głodowe wynagrodzenie 800 zł przez dwa lata specjalizacji. Później nie ma wielkich szans na dużo większe zarobki. Przynajmniej w przypadku, gdy nie jest tak zwanym lekarzem kontraktowym, bo ci zarabiają dużo i oni nie protestują, bo im jest dobrze.
Fala strajków, która ogarnęła ostatnimi czasy całą Polskę nie była przypadkowa. Lekarze, którzy do tej pory milczeli, musieli zabrać głos. Musieli w końcu zwrócić uwagę innych, tak zwanych szarych, nie znających tematów ludzi na ten problem. Nawet podrzędna fryzjerka, w niezbyt popularnym salonie fryzjerskim otrzymuje 100 zł za wykonanie balejażu, czyli za pracę 1,5, góra dwugodzinną. Lekarz, który pracuję w szpitalu państwowym za skomplikowaną operację na przykład jamy brzusznej, dostaję 5 zł za godzinę. Dysproporcje są widoczne gołym okiem. W pierwszym przypadku co najwyżej nie spodoba się nam fryzura, w drugim usługi medyczne to bardzo często ściganie się z czasem, ze śmiercią.
Ludzie mówią, że lekarz dobry prędzej, czy później wyjdzie na swoje. To prawda. Wyjdzie, ale z wrzodami żołądka i odwiecznym pytaniem brać łapówki, czy też nie? Oczywiście, że korupcja jest zła, szczególnie w tym sektorze, gdzie ilość pieniędzy może decydować o tym, czy ktoś przeżyje, czy też nie. Jednak zanim zaczniemy aż tak zjadliwie krytykować lekarzy, którym zdarza się wziąć tzw. dowody wdzięczności, zastanówmy się jak to naprawdę wygląda i czy nie jesteśmy w stanie choć w małym stopniu zrozumieć człowieka, który po sześciu latach bardzo trudnych studiów, chce zarabiać godne pieniądze. Więcej niż policjant, niż budowlaniec, czy spec od marketingu. Dlaczego? Bo ma do tego prawo, bo jest dobrze wykształcony, bo w końcu dba o to co najważniejsze, o ludzkie życie.
Po aferach, jakie miały miejsce jeszcze za panowania rządu PIS, lekarze zaczęli się bać, zaczęli być ostrożni, ale w złym tego słowa znaczeniu. Boją się podejmować niezbędne w tym zawodzie ryzyko. Nie przyjmują nawet kwiatów, czekoladek, od pacjentów, którzy chcą podziękować. Trzeba zrozumieć dwie strony pacjenta, któremu zostało uratowane życie - coś dla niego najcenniejszego i lekarza, który uratował to życie - bo jest to jego praca.
Praca czy misja? Dlaczego od lekarza wymaga się, by nie brał pieniędzy za to co robi? Albo brał, ale mniej.Dlaczego ma zostawać po godzinach, by pracować za darmo? Podobna sytuacja ma miejsce, jeśli mówimy o nauczycielach nauczyciel powinien mieć zawsze czas dla ucznia, zawsze, nawet, gdy jest głodny, gdy śpieszy się do domu, do własnych dzieci, gdy chce odpocząć od hałasu. Gdzie jest tego granica?
Jasne, są to zawody, które określa się jako misje, jako coś więcej niż zarabianie pieniędzy. Jednak, gdy lekarz popełni błąd, a w każdym zawodzie, się to zdarza, nawet jeśli zawód jest misją, to nagle lekarza pociąga się do odpowiedzialności karnej, w grę wchodzą sądy, kary.Wtedy nikt nie mówi już o misji. Oczywiście nie mówię tu o skrajnych przypadkach, tak zwanej lojalności zawodowej, lekarz lekarza nie wyda, a ty pacjencie cierp. Trzeba powiedzieć jasno takie sytuacje są w pełni naganne i wymagają zaprzestania.
Jak jednak mówić o ludziach, młodych Polakach, dobrze wykształconych lekarzach, którzy wyjeżdżają za granicę, by lepiej zarabiać. Odpowiadają na wezwanie zagraniczny władz, którzy polskich specjalistów przyjmują z otwartymi ramionami, z różnych względów, nie tylko z powodu małych wymagań. Co się mówi o lekarzach, którzy odebrali wykształcenie "za darmo" w Polsce i wyjeżdżają za granice? Mówi się różnie, ale zazwyczaj mało przyjemnie. Określa się ich nawet zdrajcami. Trzeba jednak pamiętać, że w większości wypadków decyzja o wyjeździe jest bardzo trudna, że zostaje podjęta z powodu niezgody na rażącą niesprawiedliwość jaka panuje w naszym kraju. Gdy spojrzy się w ten sposób na lekarzy i pielęgniarki, to przestaniemy się dziwić, dlaczego szpitale w Polsce są zamykane.